Witajcie.
Po długich oczekiwaniach tripowóz... powrócił.
Ale cóż to? Zakwitła pod nim dorodna plama oleju na parkingu. (Please place here sound of drama button in your mind).
Szybko do samochodowego lekarza!!!
Dzięki Full-Auto Marcin Korcala, który zapewnił całodobową opiekę, troskę oraz miedziane rurki, nasz dyliżans nie ma już kataru :)
Dziękujemy!
Zaplanowana na wczoraj, jednak z przyczyn niezależnych przełożona na dzisiaj, przymiarka okazała się trudniejsza niż się spodziewaliśmy. Pamiętacie przyklejanie naszych awatarków w strugach deszczu przez dzielnego Bartka?
Hmmm... więc może deszczu już nie było, ale były kałuże.
Od dzisiaj kałuże zostały okrzyknięte wrogiem publicznym numer jeden, podobnie jak jedna z sąsiadek na osiedlu Krakowiaków- gdzie dokonywaliśmy przymiarki, która pogoniła nas okrutnie... Bardzo okrutnie... używała słów jak: "Chodnik", "1,2 m ", " nie ma gdzie przejść". Do tej pory włos się jeży na głowie...
Na szczęście udało się gdzieś w pobliżu znaleźć miejsce. Jesteśmy uratowani.
Przymiarkę czas zacząć.
Dowód na wroga publicznego numer 1:
Adzia potyka (poślizga?) się i prawie ginie... ( second sound of drama button please)
Na szczęście wszystko zakończyło się tylko na strachu.
Adzia żyje. Chłopcy świętują:
(+Adzia niekwestionowany mistrz drugiego planu)
Pierwsze (i chyba nie muszę wspominać) najważniejsze pakunki:
Jedzenie (głównie zupki chińskie i makarony bo akurat tego drugiego słyszeliśmy, że we Włoszech nie ma :P).
Spanie:
Zwycięstwo po żmudnej walce (przypominam, że nad wrogiem publicznym numer jeden) spanie suche. Materac nie dość, że odświeżony, obleczony to jeszcze wyprowadzony na spacer. :)
I jeszcze nasz Tripowóz z odstraszaczami komarów i wszelkiego innego plugastwa działający na magię (jeśli wpięte w zderzak).
(+ Mati w mojej koszulce, uciekając?)
Do jutra :)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz